To ja też swoje wkleję ( z kilku lat) choć część z nich jest już fotkami archiwalnymi bo rybki padły zimą ,albo zostały zjedzone przez kota marian - 2007-07-08, 21:54 Uwielbiam wklejać fotki .W tamtym roku nie miałem ani jednej foty moich karasi aw tym dosyc się tego nazbierało mam nadzieją że nie wklejam tych samych.
Robert Karaś pokonuje kolejne bariery i próbuje pobić rekord świata w dziesięciokrotnym Ironmanie. Aktualizacja: 22.11.2023 03:11 Publikacja: 23.05.2023 14:44 Foto: Instagram/team Karas
karbieniec. karboksylan. karboksylowy. karbol. karbon. karbonat. Na portalu bab.la znajduje się również słownik rosyjsko-polski. Tłumaczenie słowa 'karaś' i wiele innych tłumaczeń na angielski - darmowy słownik polsko-angielski.
Przyjechałem nad wodę z myślą o łowieniu białej rybyjeszcze dzień wcześniej nie było lodu na całym zalewie tymczasem to co zastałem na miejscu było dla mn
Po ciepłych wrześniowych dniach, kiedy karasie łowi się całkiem nieźle, październik przychodzi z pierwszymi przymrozkami. W tym czasie karaś przestaje być aktywny i idzie w głąb. Ogólnie, łowienie może być udane do pierwszej połowy października, ale wtedy wszystko będzie zależało od warunków pogodowych.
Strona 1 z 2 - Interpretacja Przepisu Podczas Łowienia Pod Lodem - napisał w Forum ogólne: ostatnio wybralismy się z kolegą na rybki . jeziorka pokrywała wartewka lodu o grubosci kilku minimetrów wiec aby łowić wpadlismy na pomysł aby napełnic butelkę woda, przywiązac do niej sznurek i pokruszyc lód ( zrobić sobie niewielkie stanowisko pod spławiki).no i fajnie się łowiło
1mormyszka-prowadzenie mormuszki polega na opuszczenie przynęty na dno i wprawianie ja w ruch przy samym dnie morza są raz do czasy podnieść na dnem Ady mormuszki buła skuteczna benda mam potrzebne dwie rzeczy pierwsza z nich jest kiwok ktury mocujemy na szczutywce wędki benmdzie om skazywał nam brania ryb i będzie nadawał mormyce pracę
Okonie nie rozpieszczają mnie wielkością a ilością. W filmie łowię na podlodową blaszkę i opowiadam jak ją prowadzić i kiedy najczęściej następują brania oko
Modele zdalnie sterowane to nasza pasja! Samoloty, helikoptery RC, akrobacja, budowa, plany modelarskie i wiele innych. Forum modelarzy RC!
Odmianę kometa (kometka) charakteryzuje z kolei wydłużony kształt ciała i długa, mocno wcięta płetwa ogonowa, mogąca osiągać długość całego ciała. Ryby te są żwawe i potrzebują sporo przestrzeni do wypływania się. Najczęściej mają kolor pomarańczowoczerwony, lub żółtawy. Bardzo ciekawa jest odmiana komety o nazwie
CfGEO. Był chyba 1985 rok. Początek marca. Zalew Jeziorsko. Odchodząca zima nie była zbyt sroga. Lód był już wprawdzie pokryty licznymi kałużami wody, tu i tam przebiegały linie pęknięć, ale był jeszcze zupełnie bezpieczny. Jego grubość wynosiła kilkanaście centymetrów. Z kolegami wybraliśmy się na „ostatni lód” poszukać okoni, które podobno zaczęły świetnie brać. Sprawdziliśmy łowiska w rejonie Ostrowa Wareckiego, Miłkowic, ale wyniki były bardzo słabe. Zostały jeszcze ponad trzy godziny, więc decydujemy się spróbować szczęścia w rejonie Tomisławic. Zalew ma tu około 2,5 km szerokości. Już z daleka widzimy na lodzie kilka ciemnych sylwetek wędkarzy pochylonych nad przeręblami. Koledzy ostro ruszają w ich stronę. Mnie natomiast zaciekawił wędkarz łowiący bardzo blisko brzegu, pomiędzy wystającymi z wody krzakami łoziny. Miejsce zupełnie nieciekawe, gdzie można spodziewać się tylko drobnicy, może jakiegoś szczupakowego podlotka. Po powitaniu i rutynowym pytaniu czy „gryzą”, moje oczy robią się okrągłe ze zdumienia. Na lodzie, obok wędkarza, leży sześć całkiem ładnych karasi. Do tej pory sądziłem, że łowienie takich ryb zarezerwowane jest dla miesięcy letnich. Widać byłem w błędzie! Od tej pory w zbiornikach, które mają większą populację karasi, zawsze staram się zapolować na te waleczne rybki. Pomimo sporej wiedzy i pewności, że w danym łowisku znajdują się naprawdę duże karasie, nigdy nie udało mi się złowić sztuki powyżej 40 dag masy. Myślę, że mniejsze karasie, na wygrzewanych płyciznach, szybciej zwiększają temperaturę ciał, co aktywizuje ich procesy życiowe. Wysnułem taki wniosek, gdyż wszystkie ryby zostały złowione na łowiskach o głębokości nieprzekraczającej dwóch metrów. Najlepsze wyniki, ja i moi koledzy, uzyskiwaliśmy, gdy nadchodził pochmurny dzień bez opadów, po kilku ciepłych, słonecznych dniach. Ciśnienie nieznacznie się obniżało lub stało w miejscu. Zdecydowanie lepiej się łowiło, gdy nie było wiatru lub dmuchał bardzo słabo. Podczas silnych powiewów nie udało mi się złowić karasia. Sprawdzonymi łowiskami okazały się płytkie, niewielkie zatoki zbiorników zaporowych, osłonięte od wiatru drzewami lub wysokimi brzegami, a najlepiej i jednym, i drugim. Warto opuścić także mormysz w starorzeczach i płytkich stawach. Niewielkie, przydenne ruchy wody są mile widziane. Jednak podstawowym warunkiem jest stosunkowo duża ilość karasi w danym łowisku, co wyzwala dodatkowy, korzystny dla nas czynnik, jakim jest konkurencja pokarmowa. Wędka podlodowa długości 40 cm, raczej sztywna. Do tego miękki, pięciocentymetrowy kiwak, żyłka o średnicy 0,10 mm (kolor obojętny), mało rozciągliwa. Proponuję dwa rodzaje mormyszek w kształcie kropli, z czarną lub fioletową główką. Do czarnej główki korpus typu „tygrysek” w kolorowe, seledynowo- -czerwone paski, przetykane czarnym kolorem. Natomiast do fioletowej główki powinniśmy zastosować czarny korpus z drobniutkim, srebrnym lub złotym brokatem. Warto spróbować takich z dodatkowym, luźnym oplotem złotej nici. Maksymalna masa mormyszek to nie więcej niż 3 g (wzory najskuteczniejszych przynęt na zdjęciu). Karasie bardzo kiepsko reagują na szybką pracę mormyszki i dużą ilość drgań. Nie złowicie też karasia, jeśli podniesiecie przynętę wyżej niż 5 cm nad dno. Należy wykonywać powolne ruchy, podnoszące mormysz około 2–3 cm nad dno. Po kilku podniesieniach dobrze na kilka sekund położyć ją na dnie. Na niewielki, czarny lub brązowy, haczyk w rozmiarze 12–16 zakładamy nie więcej niż 2 ochotki. Nęcimy karasie bardzo oszczędnie, nie używając żadnych pojemników. Kilkanaście ochotek sypiemy palcami bezpośrednio do przerębla. Gdy zauważymy, że ochotki nie opadają pionowo w dół, tylko spływają gdzieś w bok, wiercimy dodatkowe otwory w tym kierunku, co metr. Ciekawostką jest fakt, że w tak płytkich, karasiowych miejscach zdarzają się przyłowy pokaźnych, nawet półkilogramowych okoni i okazałych płoci! Brania karasi są niezwykle delikatne. Najczęściej następują, gdy podnosimy przynętę z dna i sprawiają wrażenie, jakbyśmy o coś zahaczyli. Czasami następuje kilka drobniutkich „puknięć” w kiwak (tak biorą raczej niewielkie karasie). W obu przypadkach należy zaciąć. Jeśli doczekamy się pierwszego brania, to możemy być pewni, że czeka nas frajda złowienia od kilku do kilkunastu sztuk, bo karasie są mało płochliwe. Nie przeszkadza im zbytnio szamotanie się kolegi na wędce. Co najwyżej trochę się odsuną, aby po kilku minutach wrócić do żerowania. Holujemy karasia powoli. Wtedy nie szarpie się zbyt gwałtownie i nie wzbudza niepokoju reszty ryb. Od kilku lat na haczyk zaczęły trafiać liny i słyszałem już o łowionych karpiach. Mnie zdarzyło się dwukrotnie mieć prawdopodobnie karpia na wędce. Niestety, kończyło się to urwaniem mormyszki, a ryb nie widziałem. Czyżby ocieplenie klimatu albo jakiś nieznany rybi trend? Jeśli macie swoje przemyślenia i doświadczenia dotyczące łowienia karpiowatych spod lodu, to zapraszam do dyskusji. Mój mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi statystykiPonad 80% karasi złowiliśmy, gdy temperatura wynosiła od 3 do 5 stopni powyżej zera. 70% wzięło podczas pochmurnej pogody, ale warstwa chmur nie była gruba, widać było przez nią słońce. Mniej więcej po połowie rozłożyła się skuteczność mormyszek kolorowych i czarnych. Na dwie ochotki haczykowe złowiłem 80% karasi. Po około 10% zasmakowało w jednej lub trzech ochotkach. Mniej więcej 60% ryb żerowało na łowiskach o głębokości od 0,8 do 1,2 m. Płycej 10%, głębiej 30%. Gdy ciśnienie nieznacznie się wahało – 60% ryb. Przy bezwietrznej pogodzie – 60%, reszta podczas niewielkich powiewów, głównie z zachodu i południa. W przedziale wagowym 10–20 dag udało mi się przechytrzyć około 75% ryb, 20% – do 30 dag, pozostałe 5% – większe. Mój największy złowiony karaś ważył 38 dag. Wszystkie ryby to karasie i zdjęcia: Piotr BergerArtykuł w marcowym WW
Znalezienie leszczy pod lodem z pozoru wydaje się łatwe. Naszpikowani teoretycznymi informacjami wędkarze zaczynają nęcić leszcze pod lodem w głębokich, a nawet w najgłębszych rejonach jeziora. Bo tak od lat się pisze we wszelkiego rodzaju poradnikach. Tam zimą są ogromne zbita stada leszczy i trafić zanętą i z przynętą w takie stado to można wyłowić ogromne ilości. A co w rzeczywistości się dzieje? Wielkie rozczarowanie, kiedy jeśli już się nawet trafi w okolice żerujących zimowych leszczy to kilka małych no może jeden większy i fajrant. Kolejny dzień na lodzie i zero brań, kolejny dzień dwa małe, a gdzie te stada? Wiele razy już pisałem o czytaniu z lodu i poznawaniu żerowisk ryb po bąblach pod lodem, ale to jest dobre kiedy lód jest przeźroczysty gorzej gdy przysypie go śnieg. Wtedy niestety trzeba się zdać na znajomość jeziora lub samemu sondować wybrany rejon. I zapewniam że znajdziemy żerowiska leszczy dość szybko jeżeli tylko będziemy mieli troszeczkę własnej praktycznej wiedzy o tym czym takie żerowiska mają się charakteryzować. Na pewno nie będzie to najgłębsza część jeziora, bo tam się zawsze gromadzą wszystkie ryby późną jesienią, a po zamarznięciu rozpływają się po całym zbiorniku. Leszcze mają troszeczkę inne zwyczaje. Po zamarznięciu jeziora wypływają na żerowanie na bardziej płaskie rejony dna ale nie za głębokie. Na jednym z moich jezior które ma około 700 ha najgłębsze miejsca to 22 m leszczowych żerowisk szukam na blatach na głębokości od 10 m do 12 m czyli tak jak latem. Ważne żeby już w środku zimy łowisko takie było dość znacznie daleko oddalone od końców spadów brzegowych czy górek. Całkiem podobnie jest na mniejszych kilkudziesięciu hektarowych głębokich rynnach. Tam też są miejsca gdzie są takie blaty równego dna na pewno nie tak duże i rozległe jak na wielkich jeziorach, ale wystarczające żeby połowić konkretne leszcze. Tu jednak trzeba zejść o kilka metrów głębiej czyli nawet do 15 m. Takie zasady panują w głębokich i czystych rynnach. Ale i jest oczywiście jeden zasadniczy warunek, że w każdym takim żerowisku leszczowym powinna występować warstwa mulistego dna. Zaraz ktoś powie, że to przecież normalka. Pewnie że to normalne, bo to typowe żerowiska leszczy. Ale, co się dzieje kiedy w ciągu dnia przestają żerować i to w nęconych od jakiegoś czasu łowiskach. Często przestają żerować i na kilka dni. W takich sytuacjach większość wędkarzy rezygnuje już z leszczy i szuka innych ryb pod lodem łatwiejszych do złowienia i dobrze. Ale ciągłe myśli jednak nie dają spokoju dlaczego przestały brać, czy je przekarmiłem, czy coś z pogodą jest nie tak, czy już w środku zimy jest tam pod lodem mało tlenu, bo przecież już zakładałem na haczyk samą ochotkę i nic. Przecież to zima i stada leszczy powinny tu być i to wielkie stada. Miesza się w głowie takich myśli aż się robi mętlik. Też wiele lat przerabiałem ten temat i kilka pierzchni utopiłem podczas szukania kolejnych stad i ich żerowisk po jeziorze. Zawsze rzecz jasna szukałem tam gdzie równo i mulisto, bo głębokości doskonale znałem na jakich leszcze w różnych okresach zimy żerują. Kiedyś przyszła mi pewna myśl do głowy o tym jak bywało latem czy jesienią, kiedy leszcze żerują, a gdzie są i co robią kiedy nie żerują. To mi nie przyszło do głowy zimą na lodzie, ciągle jednak byłem naszpikowany teorią że teraz pod lodem to są wielkie stada na zimowiskach i wystarczy w takie stado wpuścić zestaw i już jadę do góry z rybami. Przecież zimą jeszcze mniej i rzadziej żerują niż latem to pewne. Ale czy są to na pewno takie duże stada zimujących leszczy jak piszą w poradnikach. Czy może to wszystko tam pod lodem wygląda inaczej, może tych stad w takim wybranym przeze mnie żerowisku w ogóle nie ma. Może po prostu jak przystało na takie słabsze zimowe żerowanie one te leszcze po prostu tylko przypływają na żerowiska. Kocioł myśli dręczył mnie przez wiele lat. Bo jeżeli rozpływają się na żerowanie to na pewno nie są w wielkich stadach, bo jak biorą to złowię dziennie najwyżej kilka sztuk, no są dni że i kilkanaście. Ale muszą wtedy gdzieś być w tych stadach kiedy nie żerują wcale. I pewnie że są, teraz wiem, że leszcze zimą mają swoje ostoje gdzie przebywa tak dużo ryb, że aż trudno sobie wyobrazić. Dlatego często rybakom udaje się trafić podczas zimowych odłowów na taką ostoję leszczy i zagarnąć za jednym zamachem kilka ton tych ryb. Jedno już też wiem na pewno, że taka ostoja nigdy nie jest daleko od stałych żerowisk leszczy i nigdy od razu całe stado nie rusza na żer, bo przecież nie każda ryba nawet w sprzyjających warunkach pogodowych jest jednakowo głodna. I nie każda rusza na te same żerowisko. Takie ostoje różnią się trochę od żerowisk, bo wcale nie są muliste tylko ilaste lub nawet żwirowate. W dużym jeziorze takich ostoi jest co najmniej kilka jak nie kilkanaście. Całe szczęście że wędkarze nie zaglądają w takie miejsca, bo ci którzy znają jezioro nie łowią w takich rejonach, oni wiedzą że tam nie ma co szukać ani płoci ani okoni. Bo są to nietypowe rejony na głębokościach, gdzie właściwie nie żerują ryby może oprócz wielkich szczupaków. Osobiście już teraz też nie zaglądam w takie miejsca chociaż je doskonale znam. Szczególnie dla bezpieczeństwa ryb. Nigdy nie wiem kto mnie podpatrzy, czy to będzie uczciwy wędkarz czy pseudo wędkarz, a ci ostatni zrobili by rzeź pod lodem szarpakami, jak by wyczuli takie miejsca. Skłamałbym gdybym napisał, że nie próbowałem łowić w takich miejscach pewnie że próbowałem i to nie raz. I mimo, że to nie są żerowiska zimowych leszczy często brały tam jak oszalałe. Ale co dziwne żadne z tych które zabierałem po wypatroszeniu nie miały w ogóle w przewodzie pokarmowym mojej zanęty. A najlepiej brały na dwa czerwone i kilka ochotek na haczyku nr4 a nawet nr2, czyli na duże przynęty. W tych dniach kiedy w tych ostojach miałem sporadyczne brania od razu szedłem na miejsca nęcone na mulistym dnie gdzie leszcze mają swoje żerowiska i tu już łowiłem piękne leszcze z których aż ciekło moją zanętą. Są w jeziorach stada zimowe leszczy, które mają swoje ostoje z których to dopiero ruszają na żerowiska. Na pierwszym lodzie robią to często i jestem przekonany, że rozpływają się po jeziorze nawet pojedynczo. Łatwo to sprawdzić sumując złowione sztuki np. z tygodnia i czym są objedzone. W późniejszym okresie zimy te wypady leszczy na żerowiska są znacznie rzadsze dlatego i brań jest coraz mniej w zanęconych miejscach. Warto wtedy poszukać w innym rejonie jeziora podobnych miejsc (żerowisk) i już efekty powinny być lepsze. Często tak robię, bo znam leszcze i wiem że też nie lubią ciągle jednego rejonu jeziora mimo, że jest zanęcane instynktownie, ryby to ignorują i zaczynają szukać nowych żerowisk, to cwaniaki, ale holowanie takich ciemnozłotych łopat spod lodu na delikatną wędeczkę to przeżycie nie do porównania i warte poświęcenia. Szkoda tylko, że właśnie w książkach wędkarskich, poradnikach, czasopismach, czy filmach nic się nie mówi chociaż trochę o ichtiologii, to bardzo dużo by nauczyło wędkarzy o samych rybach, ale przede wszystkim o szacunku do ekosystemu, bo jak łatwo go zepsuć na wieki bezsensownymi teoriami… bodzio
Posted by Wędkarz in Okoń, Płoć, Pstrąg on 01 16th, 2017 | no responses Jazgarza dawno nie było u nas na serwisie i czas najwyższy to zmienić. Bowiem to piękna ryba i bardzo niedoceniana. Ponadto jak w tytule w dzisiejszym filmie będzie swoiste eldorado rybne, nie zdradzę nic więcej, aby Wam nie zepsuć niespodzianki 🙂 Comments are closed.